Będąc częścią wideoklipu

W muzyce jest tylko jedna królowa, a jej detronizacja to jedynie fantazja kolejnych gwiazd sezonów. Björk wydaje się jednak nie dbać o ten tytuł, wręcz przeciwnie, jej nieco dziecinna skromność i wycofanie to przeciwieństwa reguł panujących we współczesnym show-biznesie.

Islandzka artystka wciąż intryguje i zachwyca, odkrywając jednocześnie dla nas nowe przestrzenie muzycznej kreacji. I choć czyni to po cichu, uderza w samo sedno, tak jakby czarowała przy pomocy nadprzyrodzonych, niewidzialnych sił.

Ostatnim razem Björk użyła swojej magii w teledysku do piosenki „Stonemilker”, w którym to posłużono się nową, jeszcze niezgłębioną technologią 360 stopni. Dzięki niej jesteśmy w stanie zobaczyć wszystko co dzieje wokół wykorzystanej do wideoklipu kamery. To my, jako widzowie, decydujemy którą część przestrzeni/teledysku chcemy zobaczyć. Ta możliwość czyni dla widza ogromny przeskok; przeskok w postrzeganiu obrazu, wrażeniu uczestnictwa w nim oraz bezpośredniej kreacji teledysku.

Od tej pory możemy nie tylko śledzić krajobrazy, zdarzenia, postaci i samą pląsającą po islandzkich plażach Björk. Dzięki technologii tej stajemy się częścią wideoklipu: dosłownie i w przenośni. Sami współtworzymy bowiem teledysk, decydując o doborze obrazów, ich kolejności. Dzięki obrotowemu ruchowi możemy również poczuć się częścią całej wizualnej panoramy – „stoimy” przecież w samym jej środku. [A już niedługo premiera „Notget VR” nowego wideoklipu Björk nakręconego w 360 – red.]

Gdyby ktoś szukał podobnych doznań na polskim podwórku, podpowiem gdzie można je znaleźć: już w ubiegłym roku Baasch zafundował nam teledysk „Shout” w technologii 360. Tym samym dał każdemu ze swoich fanów z osobna prywatny koncert. To najlepszy prezent jaki artysta może dać bezinteresownie od siebie.