Wstępniak: W co gramy? Kim jesteśmy? Dokąd idziemy?


Na rok przed okrągłą, dziesiątą edycją, wpadliśmy tu przy Ars Independent w zadumę. A co, jeśli to nie jest „ta” droga? Czy faktycznie obieramy dobry cel i dobrą ścieżkę? Może powinniśmy wyjechać w ideologiczne Bieszczady i powiedzieć wszystkim, żeby jednak „Unsubscribe”? Może to będzie błąd? Może nie ma odpowiedzi?

Powyższe rozważania – czy, jak kto woli, ten atak paniki – wpłynęły dość jasno na selekcję konkursu gier wideo. Rok temu było dziwnie – w tym wchodzimy w niepewność i niepokoje. Tegoroczne Czarne Konie brodzą przez mokradła zaburzeń tożsamości, wątków do ułożenia w spójną historię, nostalgii za prostotą czasów minionych, lęku przed przyszłością, kryzysów. Czają się tu zagadki, które sprawiają, że czujemy się głupi. Bohaterowie zgubieni i zagubieni. Postacie na początku drogi i już ją kończące. Słodko-gorzkie połączenia. Horyzonty, za którymi nic nie widać. Podróże, które się nie kończą. Światy, które nas nie lubią i nie chcą, w których grający błądzi i się gubi.

Ta niepewność na pewno nie udzieliła się jednak projektom rozgrywki. Nominowanych siedem gier cechuje pazur, brawurowe pomysły. Ich twórcy stali jednak twardo na ziemi podczas ich realizacji, stawiając na klarowność, celność, unikając fałszu. Gry te stąpają po cienkim, emocjonalnym lodzie. Zadają pytania, których nie chcemy słyszeć: czy ja to przejdę? Czy to ma sens? Co dalej? Gdy jednak chodzi o tę „grywalną” część, odznaczają się godną podziwu i pozazdroszczenia pewnością siebie. Mam nadzieję, że ta wyjątkowa pewność, gdy nic nie jest pewne, zadziałała inspirująco. Do grania.