Zwrot ku rzeczywistości

Niedawno ktoś zadał mi pytanie: „dokąd zmierza wideoklip?”. Nie zmierza donikąd, bo nic nie jest celowe, ale pewnie ma jakąś przyszłość. Z obserwacji tego, co działo się w świecie teledysku w ostatnich kilku latach, trudno jednak tę przyszłość przewidzieć.

Tendencje, pomysły, estetyki buzują, równie szybko rodząc się, co umierając. Łatwiej jest odpowiedzieć na pytanie o to, co jest dziś na czasie: rzeczywistość. Potraktujmy to słowo raczej jako pewną efemeryczną ideę niż konkret.

Twórcy teledysków, zarówno tych mainstreamowych, jak i całkowicie niszowych, obierają różne strategie, by być bliżej rzeczywistości. Większość z nich polega na wykorzystywaniu estetyki wypracowanej na gruncie filmu dokumentalnego.

Do estetyki zaangażowanego dokumentu odwołuje się Seamus Murphy, reżyser trzech klipów PJ Harvey z albumu „The Hope Six Demolition Project”. Jego kamera, ze sporą dawką społecznej wrażliwości, obserwuje nieprzyjazny świat, w którym człowiek zdaje się gasnąć, przytłoczony jego ciężarem. W „The Community of Hope” piosenka ustępuje miejsca dialogom, co wzmaga poczucie realizmu. Muzyka PJ Harvey zdaje się tu zaledwie komentować rzeczywistość przedstawioną. Wpisuje się to zresztą w założenia całego albumu, będącego krytyką amerykańskiego projektu gentryfikacyjnego HOPE VI. Bliskość rzeczywistości w klipach PJ Harvey to więc nie tylko estetyka, ale też odwołanie do konkretnej sytuacji społeczno-politycznej. Podobne strategie, choć już bez sięgania do dokumentalizmu, podjęły w swoich teledyskach Beyonce („Formation”) czy M.I.A. („Borders”).

Interesujący krok ku rzeczywistości robią bracia James i Justin Lockey, tworzący teledyski do utworów swojej grupy Minor Victories. W „Folk Arp” czy „Breaking My Light” odzierają oni wideoklip z wszelkiej ornamentyki, stawiając nieruchomą kamerę i pozwalając obserwować jej nudną rzeczywistość. Paradoksalnie, w efekcie powstają fascynujące obrazy, które w swojej estetyce przypominają tyleż dokument, co slow cinema. Staruszek słuchający ze szpulowego kaseciaka kawałka „Breaking My Light” mógłby być jednym z bohaterów filmów Beli Tarra.

Doskonale z dokumentalną prawdą pogrywa sobie Kanye West w „Famous”, w którym na zbliżeniach obserwujemy nagich, śpiących w jednym łóżku celebrytów pokroju Kim Kardashian, Taylor Swift, Donalda Trumpa czy Billa Cosby’ego. Wszystko zarejestrowane zostało kamerą VHS (albo na taką wystylizowaną), a postaci są w większości woskowymi figurami (twórcy milczą w tej sprawie). Na pewnym poziomie mamy oczywiście świadomość kreacji, sukces „Famous” polega jednak na wciąż powracającym pytaniu o kryjącą się za nim rzeczywistość (czy ktoś z bohaterów/-ek naprawdę leżał/-a w tym łóżku?).

Próby dotarcia do rzeczywistości i strategie twórcze z nimi związane są oczywiście zdecydowanie bardziej różnorodne. Wymienione wyżej przykłady zdają się jednak być reprezentatywne dla tego, co dzieje się we współczesnym wideoklipie. Należy przy tym podkreślić, że dokumentalizm nie jest zjawiskiem w teledysku zupełnie nowym – za dokumentalne możemy uznać choćby popularne w latach 90. klipy pokazujące wykonawców w trasie koncertowej. Zjawisko to dziś nabiera jednak na sile i zróżnicowaniu, stając się znaczącym i wpływowym nurtem.

Należy również zadać pytanie o to, czy twórcy wideoklipów faktycznie do rzeczywistości się zbliżają? Na przełomie wieków, w jedynej polskiej książce dotyczącej teledysków, Urszula Jarecka pisała o tym, że wideoklip sprzedaje nam świat nieistniejący, a nawet kiedy (w sensie referencyjnym) przedstawia rzeczywistość, jest to tylko pozorne. Wiele od tamtego czasu się zmieniło, mimo to niniejsze twierdzenie być może wypadałoby pozostawić jeszcze przez chwilę w mocy.

Twórcy wideoklipów, próbując dotknąć rzeczywistości, odwołują się do estetyk wypracowanych na gruncie filmu. Jeśli potraktujemy te działania jako proste przeniesienie dokumentalnych chwytów w świat wideoklipu, mamy do czynienia z kolejną warstwą przysłaniającą „prawdę” (czymkolwiek ona jest). Ciekawiej zaczyna się robić kiedy odwrócimy wektor. Samo pojęcie „dokumentalny wideoklip” zdaje się paradoksem. Włączenie w obręb dokumentu formy tak skrajnie odklejonej od rzeczywistości i od początku swojego istnienia nastawionej na nieskrępowaną logiką kreację, dekonstruuje pojęcie rzeczywistości i naszą obsesję prawdy. Nawet jeśli więc to, co obserwujemy jest tylko pozornie realne, być może odkrywa przed nami jakąś prawdę o samym procesie odbiorczym i naszych oczekiwaniach. Doskonałą sprawę zdaje sobie z tego Kanye West.